Desperacka walka z trądzikiem – przeciwnik jest silny, ale może jednak da się go pokonać?

Twarz bez pryszczy była dla mnie zamierzchłą przeszłością. Już w gimnazjum zaczęły się kłopoty z cerą. Szczerze mówiąc, to spodziewałam się nadejścia trądziku i tylko na niego czekałam. U mnie w rodzinie to normalne. Moja mama miała trądzik i trójka mojego starszego rodzeństwa również. Tylko, że u nich problem ten był dużo mniej nasilony. Poza tym moim braciom i siostrze udało się pozbyć trądziku jeszcze przed dwudziestką. U mnie wyglądało to znacznie gorzej – 23 lata, a trądzik w postaci rozwiniętej, jak u dojrzewającej dopiero nastolatki.

Jak pisałam w poprzednim poście, żadne środki nie działały na te wstrętne krosty, podskórne guzki i wiecznie zaognioną cerę. Kiedyś wyżalając się z powodu trądziku mojej babci, stwierdziła, że może powinnam spróbować starej, sprawdzonej metody na podrażnienia i zmiany skórne, czyli maści ichtiolowej. Szczerze mówiąc, nie znałam wcześniej tego preparatu, a jak się okazało był to bardzo popularny środek z wieloletnią tradycją w świecie farmaceutyków.

Test z maścią ichtiolową i moja opinia o jej działaniu na trądzik

maść ichtiolowaZ informacji na temat działania maści ichtiolowej wynika, że wykazuje ona właściwości ściągające, przeciwbakteryjne i przeciwzapalne. W jej składzie znaleźć można sulfobituminian amonowy inaczej zwany ichtiolem. Po otwarciu tubki przywitał mnie ostry i brzydki zapach, co już na starcie uprzedziło mnie do tego specyfiku. Podobnie zresztą, jak mocny, brązowy kolor. No dobra, ale nie te cechy były przecież najważniejsze. Miało to cudo po prostu ZADZIAŁAĆ!

Ze sceptycznym nastawieniem i niesmakiem wynikającym z zapachu i barwy maści ichtiolowej, zaczęłam wsmarowywać ją w twarz. Robiłam to regularnie, co dzień brudząc wszystko dookoła niemiłosiernie i tracąc resztki cierpliwości. Ponieważ trądzik miał u mnie pokaźne kształty, smarowałam maścią większość twarzy. Kuracja nie trwała jednak długo, ponieważ maść ichtiolowa nie sprawdziła się. Efekty? Wypryski utrzymywały się na twarzy może i krócej, niż dotąd, szybciej dojrzewały i pękały, ale co z tego, jeśli nowe powstawały z taką samą częstotliwością. Trądzik był nawet intensywniejszy, wszystko zaczęło się bardziej paprać. Moja opinia o maści ichtiolowej jest negatywna. Ten lek nie potrafi poradzić sobie z trądzikiem. Być może stworzony jest do czegoś innego i na inne dolegliwości pomaga, ale mnie nie pomógł zwalczyć największego wroga.

A może da się zwalczyć trądzik od środka?

Nonacne_amatorskie_4Nigdy nie lubiłam łykać tabletek i brałam je tylko w stanach wyżej konieczności. Dlatego dowiedziawszy się od kolegi, za pomocą pewnych tabletek na trądzik, udało się wyleczyć trądzik jego siostrze, wcale nie zapaliłam się do ich kupna. Z drugiej strony nie mogłabym spać spokojnie wiedząc, że coś może mi pomóc i rezygnując z wypróbowania. Tabletki, czy nie tabletki, nieważne, trzeba przetestować. Nonacne, bo tak nazywa się ten preparat, kosztuje dosyć dużo, ale ja wolałam mieć gładką skórę niż zachować w portfelu kilkaset zł.

Trzymiesięczna kuracja wyniosła mnie 400 zł. Czy było warto? O tym za chwilę. Najpierw warto nadmienić parę słów o składzie Nonacne. Jeszcze nigdy nie spotkałam preparatu, który byłby tak naszpikowany aktywnymi substancjami i co najważniejsze – w dużych dawkach! Czerwona koniczyna, sarsaparilla, wyciąg z pestek winogron, pokrzywa, cynk, miedź, witamina C, A, E, B… Lista składników wydaje się nie mieć końca. Pomyślałam, że dostając taką bombę skondensowanych substancji, które walczą aktywnie z trądzikiem, efekty po prostu muszą przyjść. I rzeczywiście przyszły. Być może nie od razu, ale po około miesiącu stosowania zauważyłam, że wyskakuje mi mniej krost.

Trądzik ulegał stopniowemu złagodzeniu, mniej było wykwitów ropnych, skóra nie była już tak podrażniona. W trzecim miesiącu stosowania Nonacne było już bardzo dobrze. Czułam, że stan skóry jest znacznie bardziej unormowany. Stan zapalny przestał szaleć, wszelkie zmiany zostały w znacznym stopniu złagodzone. Jeszcze z miesiąc i pewnie uda mi się pozbyć ostatniego pryszcza. Naprawdę jestem zadowolona z działania Nonacne. Warto poczekać nawet kilka miesięcy na efekty.

Jeśli chcecie zamówić Nonacne, to najlepiej zróbcie to na stronie producenta. Będziecie mieć pewność oryginalności produktu i bezproblemowej dostawy.

5 myśli na temat “Desperacka walka z trądzikiem – przeciwnik jest silny, ale może jednak da się go pokonać?

  1. Słuchajcie, coś w tym Nonacne jest. Już od którejś osoby z rzędu słyszę, że pomaga. Sama waham się już trzeci miesiąc nad kupnem tych tabletek, ale trądzik doprowadza mnie już do rozpaczy więc zamawiam!

  2. ten preparat nonacne blokuje łojotok i zmniejsza stan zapalny. dodatkowo wzmaga regeneracje skóry. mi nawet blizny potrądzikowe się po nim złagodziły.

  3. Właśnie zastanawiałam się nad tą maścia ichtiolową ale ja też mam duży trądzik to chyba nie ma sensu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *